Cztery wesela i pogrzeb

Aż tak źle, jak w tytule obsypanej nagrodami, brytyjskiej komedii romantycznej z Hugh Grantem w roli głównej, na razie nie jest, ale otwarcie gospodarki i cofnięcie ograniczeń związanych z pandemią SARS-CoV-2 zaowocowało istną eksplozją hucznych wesel na 150 osób. I to głównie one początkowo generowały nowe ogniska zakażeń. A potem pooooszłooo! Gorzej, ludzie nie tylko zaczęli lekceważyć epidemię i te niewielkie ograniczenia, które pozostawiono latem po lock-downie, ale coraz liczniejsza grupa kwestionuje sam fakt jej istnienia.

Według badań CBOS, 17 proc. respondentów uważa, że w ogóle nie ma pandemii koronawirusa SARS-CoV-2, zaś w grupie młodych do lat 40 już co trzeci pytany podziela ten pogląd.

Koronasceptycy to potężna siła, której nie można lekceważyć. W sobotę 10 października w pięćdziesięciu dużych miastach Polski odbyły się kilkusetosobowe demonstracje pod hasłem „Zakończyć plandemię! Dość kłamstw!” I to w sytuacji, gdy pandemia zbiera coraz obfitsze żniwo, również śmiertelne, padają argumenty tak absurdalne, że to spisek Billa Gatesa albo próba zaczipowania ludzi. We Wrocławiu, w Gdańsku i Białymstoku antycovidowe demonstracje zostały rozwiązane przez władze miejskie, w innych miastach policja wystawiała mandaty lub (w razie odmowy przyjęcia) spisywała i kierowała wnioski do sądu.

Tych, którzy dostosowali się wymogów, spotkały upomnienia. Niepokoi jednak masowość tego zjawiska i demonstrowanie niezgody na restrykcje przez osoby publiczne. – Przepraszam, ale to, co się dzieje wokół tej maseczkowej paranoi, to jest kompletna i absolutna kompromitacja tej władzy. Koncentrowanie chorych emocji na sprawie bez znaczenia, wymuszanie jawnych idiotyzmów, konstruowanie przepisów jak z „Przygód dobrego wojaka Szwejka” – pisze na Twitterze Łukasz Warzecha. – Przypominam, że w razie uprawiania sportu można nie mieć maseczki, bo wtedy wirus grzecznie nie zaraża. To jest bardzo zdyscyplinowany wirus. On wtedy stoi z boku i kibicuje – dodaje znany publicysta, który z gorliwością godną lepszej sprawy rozkłada na czynniki pierwsze rozporządzenie i zastanawia się, gdzie na dworze można, a gdzie nie, napić się np. wody, zdejmując oczywiście maseczkę. Przy tej skali problemów związanych z rozprzestrzenianiem się wirusa to rzeczywiście najważniejsze problemy. I to nie pisze jakiś czepialski noname, ale znany i popularny publicysta. Podobnie zachowujących się osób, także wśród polityków, np. Konfederacji, nie brakuje.

„Jedno mnie fascynuje: niezrozumienie, banalnego związku przyczynowo skutkowego, że właśnie po to, aby nie padło wszystko (ekonomia), to trzeba natychmiast ograniczyć rozwój pandemii. Przecież to dziecko w przedszkolu by zrozumiało. Przecież tak się właśnie stało przy pierwszej fali. Dzięki wprowadzonym szybko i ostro restrykcjom i ogarnięciu społeczeństwa, pandemia nie gruchnęła i polska gospodarka ucierpiała najmniej w Europie– napisała na Twitterze Nata Acosta, Polka mieszkająca w Hiszpanii.

Podważana jest skuteczność noszenia maseczek, ich przeciwnicy podkreślają, że nikt  naukowo nie udowodnił, iż ograniczają rozprzestrzenianie się wirusa, a w krajach, gdzie obowiązuje ich zakładanie, jest więcej zakażeń niż w tych, w których tego obowiązku nie ma. Nikt nie zadał sobie trudu, aby pomyśleć, że jest dokładnie odwrotnie: dlatego, że jest dużo zakażeń, a więc także dużo bezobjawowych, niewykrytych nosicieli, trzeba nosić maseczki w przestrzeni publicznej, a tam, gdzie jest ich mniej, nie są potrzebne.

Mylenie skutków z przyczyną to częsty błąd rozumowania antycovidowców.

A w kwestii skuteczności maseczek polecam naukową publikację trójki autorów Kimberly A. Prathera, Chia C. Wanga i Roberta T. Schooley’a pt. Reducing transmission of SARS-CoV-2” [LINK].

– Nie ma przyzwolenia na takie postawy, dlatego że gdybyśmy to zaakceptowali, to oznaczałoby to zgodę na samobójstwo z wyboru. Tak jest, pandemia jest wojną, wojną o życie. Ten nieodpowiedzialny, który dzisiaj protestuje, jutro zakazi wielu innych. Nie możemy sobie na to pozwolić – mówił w TVP Info były minister zdrowia prof. Marian Zembala. Z tym zakażeniem to nawet w jednym miejscu się potwierdziło, bo w szpitalu przy ulicy Koszarowej we Wrocławiu o życie walczy (walczyło?) dwóch pacjentów, którzy wcześniej deklarowali, że nie wierzą w koronawirusa.

– Te osoby jeszcze chwilę temu bardzo aktywnie nas obrażały i przekonywały, że Covidu nie ma, że to są jakieś spiski – mówi ordynator oddziału zakaźnego w tej placówce prof. Krzysztof Simon. „Eeee. Ludzie tego nie przyjmują. Impregnują się na wiedzę i nawet świadectwa. Próbowałam faktycznie przez chwilę ostrzegać, ale to groch o ścianę. Trudno. Muszą się przekonać. I przekonają. A jak nie oni, to ktoś z bliskich” – pisze na Twitterze publicystka „Gościa Niedzielnego” Agata Puścikowska, która bardzo ciężko przechorowała się latem na Covid-19. Miała przez dwa tygodnie silne duszności, zaatakowane nerki, potworne osłabienie, tak że nie była w stanie wypić dwóch łyków wody bez pomocy. O ciężkim przebiegu choroby opowiadali w wywiadach m.in. były minister środowiska Michał Woś czy eurodeputowany Adam Jarubas. Ale dla sceptyków, jak widać, to nie są argumenty.

A mogą być nimi także lekarze. Tydzień temu rozmawiałam z internistą z trzydziestoletnią praktyką, który przekonywał mnie, że Covid-19 to nic innego jak grypa, koronawirusy są znane od kilkudziesięciu lat i nikt takiej histerii wcześniej nie robił. Uważa, że maseczki kompletnie nic nie dają, bo gdyby były skuteczne, to w karetkach i na oddziałach covidowych też stosowanoby dla ochrony same maseczki, a nie całe kombinezony. Przyznał, że sam w gabinecie lekarskim pacjentów przyjmuje bez maseczki, bo – gdyby się bał zarażenia – to nie mógłby być lekarzem. A poza tym, za tydzień (czyli w sobotę 10 października) ma wesele syna na 130 osób i się nie przejmuje. Tacy lekarze, niestety, też są. I co więcej, są dla innych autorytetem. No bo przecież to lekarz, więc wie, co mówi.

W tym kontekście przypomniało mi się moje francuskie doświadczenie, bo w pierwszej połowie września tego roku byłam przez 10 dni w zachodniej Francji. Już wtedy w niepokojący sposób zaczęły tam zwiększać się dzienne przyrosty zakażonych, sięgając wówczas pięciu, sześciu tysięcy przypadków (dziś ponad 26 tys.). Przekonałam się, że we Francji zalecenia sanitarne przestrzegane są perfekcyjnie. Maseczki prawidłowo założone we wszystkich pomieszczeniach zamkniętych, nawet w wielkich, prawie zupełnie pustych kościołach, które zwiedzałam. Zresztą ławki co druga zasznurowana, a na tych, na których można było siadać, oznakowane dwa maksymalnie oddalone miejsca do zajęcia przez wiernych. Kilkunastoosobowe zebranie na dworze, gdy nie można było zachować odpowiedniego dystansu, odbywa się – oczywiście – w maseczkach. W instytucie naukowym wszyscy w maskach, na seminarium zarówno wykładowca, jak i słuchacze. Na korytarzach i we wszystkich przestrzeniach wspólnych też wszyscy w maskach. Nikt się nie wyłamuje. Tylko w swoim gabinecie można zdjąć maseczkę, ale gdy ktoś przychodzi, to na spotkanie nawet dwóch osób jego uczestnicy mają zasłonięte usta i nosy.

Rozmawiałam z lekarką, która od trzydziestu lat pracuje jako hematolog w szpitalu w Saumur. – Zawsze, przed Covidem też, przyjmowałam pacjentów w maseczce. Przecież to chorzy onkologiczni, o obniżonej odporności, więc chronię ich przed infekcją. Dla mnie może być niegroźna, dla nich często jest zabójcza – mówiła mi. Zmieniała maseczkę w pracy co dwie godziny, ale przez osiem, dziewięć godzin z przerwą na obiad pracowała w maseczce. I tak już od trzydziestu lat. Jakoś żadne straszne choroby jej nie trapią, a tym przecież straszą antymaseczkowcy. Jak widać, maseczka medyczna, jaką w Polsce można kupić po 1,60 zł za sztukę, chroni przed infekcją. Czy w stu procentach skutecznie? Pewnie nie. Nic w przyrodzie nie jest w stu procentach skuteczne, ale maseczka znacząco zmniejsza prawdopodobieństwo zarażenia. Czy to tak trudno zrozumieć i przyjąć?

Wiele hejtu i absurdalnych uzasadnień kierowanych wobec zwolenników przestrzegania narzuconych rygorów pojawia się na Twitterze, ale – niestety – merytoryczna rozmowa jest bardzo trudna. Padają oskarżenia o łamanie prawa, wprowadzenie nakazu zasłania ust i nosa bez żadnej podstawy itp. Że to histeria i przez to nie mają opieki lekarskiej chorzy na inne poważne schorzenia. I że przez to będą umierali, a 99 proc. zgonów jest z innych niż Covid-19 przyczyn. Pojawiają się też inwektywy ad personam. Jest wiele złości i gniewu. Padają szyderstwa, a nawet wulgarne wyzwiska. Próbuję zrozumieć, skąd to się bierze.

Odpowiedzią może być przerażająca diagnoza przedstawiona w najnowszym dokumencie Netflixa „Dylemat społeczny”. Opowiada on o zagrożeniach płynących z mediów społecznościowych, o mechanizmach, które czynią te aplikacje tak silnie uzależniającymi, a nasze najbardziej intymne informacje zamieniane są w produkt, umożliwiający manipulowanie naszym zachowaniem. Platformy społecznościowe posiadają informacje o naszych nawet najbardziej skrytych upodobaniach, nawykach, o tym, gdzie i z kim spędzamy czas, o naszym nastroju, preferencjach, zdrowiu, a także poglądach politycznych czy nawet orientacji seksualnej (nie musimy jej na portalu jasno określać, badania pokazują, że na podstawie naszych polubień można ją określić z około osiemdziesięcioprocentową skutecznością). Cyfrowe korporacje są w stanie manipulować naszym zachowaniem, podsuwając specjalnie spersonalizowane treści i fakenewsy, które docierają do nas z sześciokrotnie większą częstotliwością niż informacje prawdziwe. Powoduje to zamykanie się ich odbiorców w bańkach informacyjnych, co utwierdza ich w przekonaniu, że wszyscy wokół podzielają ich przekonania. Kto wie, może w tym tkwi problem i dlatego koronasceptycy są tak odporni na merytoryczne argumenty?

Na koniec pozwolę sobie podać linki do tekstów, które działają na emocje i pobudzają wyobraźnię. Jeśli to nie przekona, to może już tylko choroba z ciężkim przebiegiem zmieni postrzeganie kwestii pandemii koronawirusa.

Monika Nowicka, lekarz Szpitalnego Oddziału Ratunkowego apeluje na Facebooku do przyjaciół, znajomych, ale także nieznanych jej osób. Apeluje w bardzo przejmujący sposób [LINK]

Anestezjolog, dr n med. Konstanty Szułdrzyński, kierownik Centrum Terapii Pozaustrojowych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie opowiada o strasznej samotności pod respiratorem [LINK].

Znany aktor, piosenkarz i dyrektor Teatru Muzycznego Capitol z Wrocławia od kilku dni walczy z koronawirusem. Jego stan tak się pogorszył, że musiał trafić pod opiekę lekarzy szpitala przy ul. Koszarowej we Wrocławiu…Konrad Imiela pisze ze szpitalnego łóżka: „Noście maski, utrzymujcie dystans i myjcie ręce. Proste i bardzo skuteczne” [LINK].

Nie mam zbyt wielu złudzeń, że przekonam zagorzałych sceptyków, ale może Państwo, Czytelnicy tego tekstu, uzupełnią go w komentarzach o swoje argumenty? Jestem też otwarta na wszelką polemikę. Zapraszam do dyskusji.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

Możesz również polubić…

14 komentarzy

  1. prorokgniewu@gmail.com' PoA pisze:

    Warto dodać, że „paliwa” foliarzom i innym covididiotom dali m.in. panowie Morawiecki i Duda, którzy w kampanii wyborczej ostentacyjnie lekceważyli wirusa, co więcej wygadywali antynaukowe brednie…

  2. mariusz.wiacek.1960@gmail.com' Mariusz pisze:

    Mało kto neguje istnienie wirusa. Neguje się metody mające „ujarzmić koronawirusa”. W czasie marcowo kwietniowego lockdawnu nasze społeczeństwo okazało się wybitnie posłuszne. Na święta siedziało w domu z nikim się nie spotykało. Nie poszło na mszę. Ulice były puste, podwórka też. Wszyscy w maseczkach. Dodawały grozy sytuacji zdjęcia z trumnami rzekomo z Bergamo. Informacje o zbiorowych mogiłach w Brazylii ofiar konronawirusa spowodowały że świat na chwilę się zatrzymał. Czytałem dramatyczne opisy polskich załóg jachtowych uwięzionych w egzotycznych portach. Nawet z niektórymi załogami rozmawiałem jak im się żyje. Po czym nastąpiły wakacje niesamowity boom w polskich miejscowościach wypoczynkowych. Spowodowanych bonem turystycznym. Byłem na Mazurach dwukrotnie były tłumy i jakoś w miesiącach wakacyjnych nie nastąpił „wybuch epidemii” kiedy ludzie się spotykali bez maseczek. Sama pani w swoim opisie dostarcza amunicji antymaseczkowcom. Francja wszyscy w maseczkach dystans wydzielone miejsca w kościołach co druga ławka zajęta. I jaki efekt duża ilość zarażeń. Jaki mogę wnioski wyciągnąć albo nie wszyscy przestrzegali, lub strategia DDM nie działa. Mój znajomy pod koniec lutego trafił na OIOM bo miał bakteryjne zapalenie płuc. Człowiek po 50 dużej wagi. Skąd się wzięło to bakteryjne zapalenie płuc? Robił coś swojej mamie zawiało go zaczął kaszleć. Poszedł po pomoc na Pogotwie (pomoc świąteczna) pani go osłuchała i powiedziała szmery w sercu. To było w niedzielę. W piątek poszedł do rodzinnego ta go natychmiast wysłała na SOR i obudził się trzy dni później na OIOM. To był czas kiedy wiedziano o covid 19 ale go jeszcze nie badano. Nie ma co się dziwić sceptycyzmowi obywateli. Ja osobiście noszę maseczkę w przestrzeni publicznej. i dezynfekuję ręce nie z powodu wiary ale po to aby się nie szarpać niepotrzebnie bo nie mam na to czasu. Jednak mamy wolny kraj i wolność słowa więc swoje zdanie wyrażam tak jak umiem.

    Z tego co zauważam nagonka jest na tych sceptycznych – jak kiedyś na kułaków. Straszy się obywateli. W moim rodzinnym mieście na komisariacie była awantura bo policjanci nie chcą dawać mandatów za brak maseczek – bo nie ma podstawy prawnej. Według informacji z netu 99% nosi maseczkę mam pytanie to ten 1% robi taki pogrom? Czy aby zatrzymać pandemię 200% społeczeństwa ma nosić maseczkę. Kaczyński wręczał nagrodę Wildsteinowi oba bez maseczek. Napisała pani że ludzie żyją w bańce informacyjnej i są odporni na argumenty – dotyczy to chyba dwóch stron sporu.

    • Maria WANKE-JERIE pisze:

      W Izraelu wprowadzono lockdown i prawie natychmiast liczba zakażeń zaczęła spadać. Z poziomu 11,3 tys. zakażeń 23 września do 618 po niespełna trzech tygodniach, czyli już 11 października. I niskie poziomy się utrzymują. W Czechach, które też wprowadziły drugi lock down, wiosną o trzy tygodnie wcześniej niż u nas wprowadzono obowiązek noszenia maseczek i efekt przyszedł prawie natychmiast – już 22 kwietnia liczba zakażeń spadła poniżej setki, a w maju było to już zaledwie dwadzieścia parę. I to utrzymywało się tak długo, dopóki otwarcie granic nie zbiegło się z całkowitym poluzowaniem antycovidowych restrykcji. Przykładem może być też Szwecja, która podobno miała osiągnąć odporność stadną. Nic takiego się nie stało, w kraju czterokrotnie mniejszym od Polski liczba zachorowań szybuje w górę, 10 października wyniosła 1862. Warto dodać, że liczba ofiar śmiertelnych wynosi tam 5894. Gdyby zachowując proporcje odnieść to do Polski byłoby u nas ponad 23 tys. Tak, tego chcemy? Śmiertelnego żniwa? Dodam też, że dążąca do odporności stadnej Szwecja wprowadziła na uczelniach nauczanie zdalne. Jednak. Dżentelmeni , czyli jak rozumiem ludzie kulturalni, nie spierają się o fakty. Dlatego nie twórzmy Panie Mariuszu pseudoteorii. Jeżeli w prawie wszystkich 189 krajach świata, krajach na wszystkich kontynentach, krajach o różnych ustrojach kulturach, tradycjach, religii wszędzie rządy stosują podobne restrykcje, to z czegoś to wynika. Przecież rządom doradzają zespoły ekspertów. Lansowane przez niektórych tezy, że to jakaś ogólnoświatowa manipulacja, która w nie wiadomo jakim celu paraliżuje wszystkie kraje na całym globie, są podobnie prawdopodobne do tego, że w wyniku uderzenia pioruna w stos złomu powstanie Boeing 737.

      • mariusz.wiacek.1960@gmail.com' Mariusz pisze:

        Oczywiście że izolacja da efekt prawie że natychmiastowy. Tylko co dalej? Co? Jak rozumiem pierwszy lockdown bo nie wiadomo co to jest, bo były histeryczne wiadomości ze świata. Chcemy się przygotować nakupić sprzętu, przeszkolić lekarzy. Powiem coś o efekcie izolacji. Mam 4 wnuczęta. Dwójka w Krakowie była z rodzicami programistami pod początku lockdownu do 1 września w domu izolowana od innych dzieci. Rodzice mają pracę zdalną więc nie stanowiło to większego problemu. Druga dwójka chodziła do przedszkola i do świetlicy i na półkolonię. Co się okazało. Pierwsza dwójka zaczęła chorować bo zetknęła się z innymi dziećmi. Ja nie tworzę żadnych teorii tylko się grzecznie pytam. Co dalej? Jestem w grupie ryzyka i ponoszę ewidentne straty bo nie mogę zrealizować zamówień co może skutkować karami. Jeżeli w moim mieście co jest głośne nie przyjęto 40 latka z zawałem tylko jeździł po województwie i zmarł 60 km dalej przed drzwiami SOR. Na koniec proszę nie mylić zachorowania z zarażeniem. Ja mam wątpliwości, a pani nie ma. Szermuje pani argumentem bo większość, ale posłużę się przykładem podobnym do Boeinga z piorunem:, większość też kiedyś wierzyła że Ziemia jest w centrum wszechświata. A ginący za tą prawdę Giordano Bruno powiedział ,a jednak się kręci.

        Co do paniki – pamiętam słynną pluskwę milenijną – straszono świat że jak nie zrobią upgrade oprogramowania to sygnalizacja drogowa nie będzie działać, 1.01.2000 roku komputery przestaną działać, i sprzedawano myszy i klawiatury z nadrukiem odporna nam pluskwę milenijną. Była świńska grypa, ptasia grypa które miały szerzyć pomór. Proszę mi odpowiedzieć będziemy chodzić w maseczkach i się samoizolować i co dalej? Wirus zniknie? Z

        Zespoły ekspertów – przekaz jest niespójny. Rząd musi coś zrobić i robi nie zawsze z sensem.
        Zaś eksperci dzielą się na złych i dobrych oraz na tych do kupienia i tych nie do kupienia
        Jacy eksperci doradzają rządkowi? I na koniec gdzie ja tworzę pseudoteorię czy ta definicja z Wikipedii to jest pseudoteoria: Odporność zbiorowiskowa, odporność zbiorowa, odporność populacyjna, odporność środowiskowa, odporność grupowa, odporność stadna (kalka[a] z ang. herd immunity) – forma pośredniej ochrony przed chorobami zakaźnymi, która występuje, gdy znaczna część danej zbiorowości (populacji, grupy) stała się odporna na infekcję, zapewniając tym samym ochronę osób niechronionych[1][2] (niezaszczepionych lub takich, u których szczepionka nie działa). W środowisku, w którym wiele osób jest odpornych, łańcuchy zakażeń prawdopodobnie zostaną przerwane, co zatrzyma lub opóźni rozprzestrzenianie się choroby[3]. Im większa jest proporcja odpornych osób w społeczności, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ci nieodporni wejdą w kontakt z osobą zakażoną

        • Maria WANKE-JERIE pisze:

          Jaka racja moralna czy racja rozumu przemawia za nieprzestrzeganiem obowiązku noszenia maseczek, mycia rąk czy utrzymywania dystansu społecznego? Przecież to nie są strasznie dolegliwe nakazy? Na pewno nie tak dolegliwe, żeby poświęcać tyle zaangażowania godnego lepszej sprawy, by to dezawuować. Cały czas nie pojmuję skąd to się bierze.

  3. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Odpowiedzią na pseudonaukowe bzdury musi być konsekwentna walka z matematycznym analfabetyzmem – pisze semiotyk kultury Marcin Napiórkowski w swoim znakomitym artykule „Analfabetyzm matematyczny. Jak pseudonauka wykorzystuje to, że nie umiemy liczyć”, który ukazał się na blogu „Mitologia Współczesna” [LINK https://krytykapolityczna.pl/nauka/analfabetyzm-matematyczny/?utm_medium=Social&utm_source=Twitter#Echobox=1602867469%5D
    „Byłem dość przerażony, kiedy przeczytałem, że lekarze w USA potrafili pomylić się o rząd wielkości w szacowaniu ryzyka związanego z zabiegami, które przeprowadzili. Do tego większość z nich nie widziała w tym specjalnego problemu, skoro »ogólnie to bezpieczny zabieg«. W swojej książce John Allen Paulos cytuje rozmowę z lekarzem, który w ciągu kwadransa powiedział mu, że »szansa niepowodzenia jest jak 1 na milion« oraz że »99% operacji przebiega pozytywnie«, a także »w zasadzie to dość bezpieczna procedura«” – czytamy w tym artykule. Zdziwienie? Nie, ależ skąd. Drodzy Czytelnicy, odpowiedzcie sobie na pytanie, ilu z Waszych kolegów ze szkoły, którzy mieli problemy ze szkolną matematyką, poszło na medycynę i ją skończyło? No właśnie.
    Jest tylko jeden problem z pseudonaukowymi bzdurami, takimi jak szkodliwość noszenia maseczek, sceptycyzm wobec istnienia pandemii itp. Każdy, kto jest słaby z matematyki, ma tego świadomość, ale pseudonaukowe teorie przyjmuje bezrefleksyjnie i staje się pewny siebie, jakby wszelkie rozumy posiadł. Nie potrafi jednak najprostszych rzeczy takich jak szacowanie prawdopodobieństwa zdarzeń występujących równocześnie czy odróżnianie następstwa w czasie zdarzeń od ich implikacji itp.
    Chciałoby się, parafrazując hasło wyborcze z kampanii prezydenckiej w USA „Gospodarka głupcze!”, powtarzać: „Matematyka głupcze!”

  4. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dyskusja nad tym tekstem toczyła się i toczy także, a może w lwiej części, w mediach społecznościowych. Poniżej przytaczam tylko niewielki jej fragment dla zobrazowania charakteru wypowiedzi i przytaczanych argumentów:

    Komisarz Europejski @KomisarzEU
    Bardzo dobry tekst. 17% negujących istnienie coronavirusa to rzeczywiście sporo. Zaś 40% negujących wśród młodzieży, to dzwonek alarmowy. Pisząc o marginesie antycovidowców miałem raczej na myśli „aktywnych AC (antycovidowców), czyli takich, którzy demonstracyjne nie noszą maseczek, nie mówiąc już o takich, którzy histerycznie nawołują do „ściągania kagańców”.

    Andre Wisniewski @AndreWisniewski2
    Nie mam złudzeń, że przekonam zagorzałych sceptyków…” „Jestem otwarta na wszelką polemikę”. To po co ta dyskusja? Żeby każdy utwierdził się w swoich przekonaniach?

    Jan Miedzik @cooper_nikus
    Jak powiedział @SzymonMalinow11 ludzie mają poglądy, nie wiedzę.

    Marcin Kordaszewski @MarcinKordasze1
    Ta grafika nie uwzględnia ruchu powietrza. Co oznacza, że ta grafika jest bez sensu w realnym życiu. Po uwzględnieniu ruchu mas powietrza ten obrazek powinien Panią dodatkowo przekonać do tego, że sensowność noszenia maseczki jest bliska ZERU. Pozdr

    Krzysztof Sietczyński @ksietczynski
    Ale jakby kumasz, że porównujesz zabezpieczenia przed czymś z zabezpieczeniem żebyś to Ty ograniczył rozpylanie?

    Marcin Kordaszewski @MarcinKordasze1
    To zabezpieczenie powoduje, że wirus nie jest przenoszony na 1,5m tylko na 20cm. A na skutek ruchu powietrza nasyca powietrze w pomieszczeniu i po chwili jego nasycenie jest takie samo czy sie maseczkę nosi czy też nie. pozdr.

    Jan Śliwa @JanSliwa
    Dla ścisłości: pył jest chyba drobniejszy niż kropelki w oddechu, poza tym się go wdycha, a nie wydycha.

    Marcin Kordaszewski @MarcinKordasze1
    Maseczka nie ma filtra więc para jest tak samo wdychana jak i wydychana. Prof Kuna np mówi „Jeśli mamy nosić maseczki z materiału, to możemy ich nie nosić, bo one są bezwartościowe” Co pan na to?

    Krzysztof Sietczyński @ksietczynski
    Wirusy w dużej części przenoszone są drogą kropelkową. Niech Pan splunie na lustro bez jakiejkolwiek maseczki z nią i może zrozumie dlaczego to ogranicza rozsiew.

    Olga @OlgaEwela75
    A ja chciałabym poznać źródło danych do tej infografiki. Skąd wzięły się te liczby? Ktoś je weryfikował, czy tylko każdy powtarza? Jestem ciekawa.

    Ania @Anna78018122
    Te to dopiero mogą być. Budynek gdzie chory tam wyjścia zabite dechami lub zaspawane. Nikogo nie interesuje czy na chorobę czy z głodu umrą. Wystarczy by było dużo chorych.

    K. @parlicky
    Ja też chętnie poznam materiały źródłowe wspomnianej wyżej infografiki. proszę o informacje

    Wanda Kapica @FraszkiUlotki
    Cieszę się, że nie tylko ja zauważam analogię do czasów, które znałam jedynie z opowieści. Sprzeciwiam się absurdom. A tyle się tego namnożyło, że nie sposób wymienić. Robi się coraz bardziej surrealistycznie. Gdzie w tych bańkach informacyjnych jest miejsce dla prawdy i faktów?

    Piotr Olszewski @pp_olszewski
    „Wrzucanie różnych ludzi do jednego worka”, sugerowanie poglądów, których nie wypowiadali, na koniec odwoływanie się do emocji zamiast do rozumu… I to pisze osoba wykształcona!

    Ewa68 @ewap1968
    Zapraszam na Onkologię, aby zobaczyć jak nabiera się pokory do choroby(każdej) i posłuszeństwa lekarzowi czekając na wizytę pod gabinetem. 100% maseczek, i myślę że większość z tych ludzi wierzy, że covid istnieje.

    Kamil Nowobylski @ToxikFFA
    Nie . lepiej być wolnym człowiekiem . WHO potwierdziło dziś że śmiertelność jest mniejsza jak na grypę 0.14%.

    Andrzej (Bronisław Bartusiak) @pontivus
    Powie Pan to mojej Mamie (po 80.,lekarz)?

    Kamil Nowobylski @ToxikFFA
    Starsi ludzie powinni być pod opieką rodziny. Unikać sklepów i miejsc z ludźmi Jak najwięcej spacerować bez tej szmaty na twarzy . i nie oglądać TV bo strach obniża odporność .

    Andrzej (Bronisław Bartusiak) @pontivus
    Myli Pan strach z rozsądkiem. Proszę nie decydować za kogoś, zwłaszcza w takich sprawach!

    Kamil Nowobylski @ToxikFFA
    Powtarzam tylko co piszą naukowcy. Dr Basiukiewicz, dr. Anna Martynowska, Prof. dr hab. n. med. Ryszard Rutkowski. A w naszym interesie jest to że jak ktoś z bliskich będzie potrzebował pomocy to ją Dostanie a nie zostanie odesłany z kwitem bo wirus

    Andrzej (Bronisław Bartusiak) @pontivus
    Krytyka konkretnych działań i ich skutków – w porządku. Gadanie o „wolnym człowieku i decydowania za innych – nie”.

    Maciek S @emeszet25
    Doczytałem tylko do wesel. Powiela pani medialne bzdury. Wg danych WSSE Kraków w Małopolsce zakażeń z wesel był 1% całości. A takie były medialnie śmiercionośne. Proszę przestać słuchać Kraski, a sięgnąć do źródeł.

    Kizombero @kizombero1234
    Unfollow Za covidowe pierdololo

  5. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Nieco mniej komentarzy a propos tego tekstu pojawiło się na Facebooku:

    Olga Zaród
    Epoka postracjonalna: „Czucie i wiara silniej mówią do mnie niż mędrca szkiełko i oko”. Negujemy poznanie empiryczne na rzecz przeczuć i intuicji. No i potem się okazuje, że wirusy nie istnieją, a od szczepień jest autyzm i w szczepionce pływa martwy płód( sic!). No bo tak nam mówi intuicja.

    Jerzy Karwelis
    Jak można tak kłamać! 17% uważa, że nie ma pandemii a nie że nie ma koronawirusa. Ogarnijcie się choć trochę.
    Jak można takie bzdury publikować…

    Krystyna Majka
    Antycovidowcy wywodzą się że skrajnej prawicy, narodowców , antyszczepionkowców i zawsze byli oni niebezpieczni i niesłusznie lekceważeni. Dużo gorzej, byli mocno popierani przez rząd prawicy, a gdyby dotrzeć do źródeł ich finansowania …

  6. pablog@gmail.com' pablog pisze:

    Po co ta cała dyskusja skoro jeszcze nikt nie wyodrębnił czystego wirusa, czyli nie ma testów do jego diagnozowania! Zaczął się okres grypy, ale statystyki pokazują, że mamy połowę mniej zachorowań niż w zeszłym roku, czyżby cud nad Wisłą? Wzrasta za to liczba zakażonych covid-19, interesujące. Do czasu do czasu jakiemuś lekarzowi wymknie się, że wysłał zawałowca do szpitala, a w akcie zgonu wpisany koronawirus, podobnie z chorymi na raka! I my mamy uwierzyć w pandemię?

    • Maria Wanke-Jerie pisze:

      Jak to nie ma testów? Jest kilka rodzajów testów, tu może sobie Pan przeczytać
      https://diag.pl/pacjent/koronawirus/rodzaje-testow-w-kierunku-covid-19/
      A mniej zachorowań na grypę w pierwszej połowie roku wynika z lockdownu. Z tego powodu było też mniej zachorowań na inne choroby zakaźne: odrę (mniej o rząd wielkości), żółtaczkę zakażną itp. A także mniej było wypadków komunikacyjnych i śmierci na drodze w ich wyniku. Nie wolno mylić skutków z przyczynami. Te skutki dowodzą tego, że unikanie kontaktu, noszenie maseczek, dystans przynoszą efekt zmniejszenia zachorowań nie tylko na COVID, a nie że grypę bierze się za COVID. Nieźle Panu zamącono w głowie, lepiej żeby Pan tego nie przenosił na innych.

  7. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Dobrze się dzieje.Większość zwolenników PiS wymrze na własne życzenie.ZUS będzie zadowolony.

  8. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dziękuję za wszystkie komentarze zarówno wpisane tu pod tekstem, jak i w mediach społecznościowych, gdzie prowadzone były dyskusje pomiędzy internautami. Choć wydaje mi się, że raczej były to dialogi równoległe, miałam bowiem wrażenie, że mimo przytaczanych argumentów interlokutorzy, zamknięci w swoich bańkach informacyjnych, nie przyjmowali ich do wiadomości, tylko jak mantrę powtarzali swoje.

    Tylko że w tym przypadku głoszenie poglądów sprzecznych z logiką i zdrowym rozsądkiem może być groźne. Im bardziej znana i popularna osoba je głosi, tym gorzej. I nie chodzi tylko o te nieszczęsne maseczki na dworze, ale o całe podejście do ograniczeń, które jak wiadomo nie powstrzymają zakażeń, ale mogą znacząco ograniczyć ich rozprzestrzenianie się. Los wielu ludzi jest dziś w ręku każdego z nas. Ograniczmy więc wszystkie niekonieczne kontakty, zasłaniajmy usta i nos w przestrzeni publicznej (oczywiście, gdy w zasięgu wzroku nie ma na dworze nikogo, można maseczkę zsunąć), dbajmy o higienę i postępujmy z wyobraźnią. Tylko tyle i aż tyle.

    Na koniec trochę optymistycznych spostrzeżeń. Na moim osiedlu, na którym tak powszechnie lekceważono nakaz zasłaniania ust i nosa podczas pierwszego lockdownu, teraz niemalże 100-procentowa akceptacja, prawidłowo nałożone maseczki, ludzie się podporządkowali. Widać obawa przed zarażeniem siebie lub innych działa skuteczniej niż kontrole (bo ich nie ma) czy jeżdżące samochody z megafonami, przez które nadawano komunikaty z ostrzeżeniami.

    Dobrze, że tak popularne osoby, jak Robert Lewandowski zaangażowały się do promowania zakładania maseczek. To pozytywna rola celebrytów, o czym pisałam w tekście „Celebryci” http://www.twittertwins.pl/celebryci/.

    Życzę wszystkim dużo zdrowia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *